Wypożycz sobie geja
30 kwietnia 2010 - piątekgodzina 23:43
Od zawsze byłem – i jestem nadal – wielkim entuzjastą czytania. Ileż razy wypożyczałem książki z lokalnej biblioteki. Książki, które pochłaniałem i które niezmiernie otwierały moją wyobraźnię i percepcję otaczającego nas świata.
Żywa Biblioteka jest jednak jeszcze bardziej interesująca. Nie można w niej wypożyczyć książki, ale osobę. Osobę, która może nie tylko opowiedzieć historię swego życia, ale również odpowiedzieć na Państwa pytania.
Historie, o których opowiadają te osoby, są zupełnie niezwykłe. Powodem jest to, że nie mieszczą się one w głównym nurcie życia. Często oznacza to, że muszą stoczyć ciężką walkę, by zostać zaakceptowanymi przez społeczeństwo. I jeśli nawet tak się stanie, czasami doświadczają dyskryminacji.
Dyskryminacja jest często powodowana lękiem: lękiem przed nieznanym, przed niesłyszanym. To dlatego właśnie gorąco polecam odwiedzenie Żywej Biblioteki w tych dniach i znalezienie czasu na przeczytanie historii ludzkiego życia. Żywe książki, które Państwo tam znajdziecie są świadectwem różnorodności otaczającego nas świata. Bądźcie jej częścią!
Marnix Krop, Ambasador Królestwa Niderlandów w Polsce,
wstęp do Porozmawiajmy o różnorodności [.pdf]
Od zawsze byłem – i jestem nadal – wielkim entuzjastą czytania. Ileż razy wypożyczałem książki z lokalnej biblioteki. Książki, które pochłaniałem i które niezmiernie otwierały moją wyobraźnię i percepcję otaczającego nas świata.
Wśród nocnej ciszy (wszak to nocy środek), w przerwie między nicnierobieniem a nicnierobieniem, postanowiłem po kary najwyższej godnym chwilowym zaniedbaniu bloga zacząć znów skrobać to i owo, i to z przewagą owego. Ponieważ jednak – przynajmniej w tej materii – pedantyczny ze mnie stwór, muszę najpierw ogarnąć kilka kwestii technicznych, które w przeciwnym razie – przy wszystkich stanu takiego zaletach – nie dadzą mi zaznać spokojnego snu. Znam jednak ja siebie, a jakże! Podłubię sobie, popsuję tu i ówdzie, zmarnuję pół nocy, po czym przywrócę stan zastany i znów mi się odechce. Dlatego właśnie opublikować coś muszę :] W obliczu tak postawionej samemu sobie sprawy pozwolę sobie na początek nie wysilić się zanadto i skupić dziś na maszynerii. Wpis ten uprasza się potraktować luźno i bezkrytycznie ;]
Jak wszem wobec wiadomo, są miejsca, gdzie dwóm paniom lub dwóm panom nie odmawia się praw obywatelskich wynikających ze wspólnego życia i pozwala się im prawnie usankcjonować swój związek. Ale są też i takie, gdzie nie odmawia się im i innych praw związanych z faktem, że tworzą rodzinę. Jednym z tych drugich jest Holandia. Atrakcyjna również z paru innych powodów :-). Tam pary takie mają prawo na przykład do adopcji dzieci. A dzieci te mają prawo do posiadania rodziny, a nie szansy na wylądowanie w rynsztoku, kiedy już wyrzucone zostaną z sierocińca. Dwoma słowy – wszystkim dobrze. No a przynajmniej na to wygląda. Choć ostatnio trochę mniej, ale mniejsza, nie o tym dziś.
Na początek musisz wiedzieć, drogi Gościu, że nie uprawiam tu emocjonalnego ekshibicjonizmu nieszczęśliwego i skrzywdzonego przez życie geja. Ba! Wręcz przeciwnie, żyję w cudownej zgodzie z moim wcale nie najgorszym światem. Co zatem właściwie miałem i mam na celu, zakładając i pisząc ten blog? Otóż dwie rzeczy. Primo - chcę przynajmniej trochę otworzyć temu nie najlepszemu ze społeczeństw oczy na fakt, że homik jest takim samym człowiekiem, jak każdy inny. Kocha, czuje, cieszy się, smuci, raduje, uczy, studiuje, głosuje, ma poglądy polityczne, bawi się, ma znajomych, pracuje itp. itd. Secundo - chcę przynajmniej trochę pokazać, że gej może czuć się dobrze i żyć w zgodzie ze sobą i ze światem. Niech blog ten będzie moim małym prywatnym wkładem w poprawianie tego świata...



