Za życia byłeś wyśmiewany i szykanowany, teraz wszyscy zrozumieli, jaki błąd popełnili. Niestety już nie zagłosuję w wyborach na prezydenta Kaczyńskiego, bo nikt nie jest w stanie zastąpić prawdziwego patrioty i obrońcy polskiej tradycji i historii. Myślę, że te wszystkie przykrości, które otrzymywał za życia, Bóg wynagrodził mu tak, że zginął jak bohater, jak prawdziwy patriota w tak ważnym miejscu dla Polski. Katyń powołał do siebie kolejną polska elitę. Pokój ich duszom i niech spoczywają w pokoju wiecznym. Amen.
Księga Kondolencyjna portalu gazeta.pl
jeden z pierwszych wpisów
(pisownia mocno poprawiona)
Powyższe to tylko jedno z wielu setek, a pewnie i tysięcy wynurzeń przewijających się w całej polskiej sieci, a oddających doskonale aktualne nastroje w społeczeństwie. Zaprawdę, w dniach kilku minionych osiągnął naród polski prawdziwie niespotykaną jedność! Wybór takiej a nie innej wypowiedzi jako wstępu do niniejszego tekstu powinien co bystrzejszego Szanownego Czytelnika jasno naprowadzić na dalszy ton dzisiejszego mojego wpisu. A nosiłem się z nim kilka dni, teraz jednak nie żałuję opóźnienia.
Że napisać coś należy i swe wynurzenia na światło dzienne na łamach bloga wystawić – to wiedziałem już w sobotę, pamiętnego dnia 10 kwietnia Anno Domini 2010. Ograniczyłem się jednak tylko do symbolicznej zmiany kolorystyki i krótkiej notki w panelu bocznym. Notki raczej neutralnej. Teraz przyszła kolej na nieco więcej bardziej osobistych wniosków. Po kolei jednak, do rzeczy.
Otóż, Szanowny Czytelniku, o katastrofie prezydenckiego samolotu w Smoleńsku dowiedziałem się w sobotę przed południem, a że zaraz potem wyjechałem i cały dzień mnie nie było, wydarzenia dane mi było śledzić za pośrednictwem stacji radiowych. Tak, dziś jeszcze pamiętam – zupełnie jakby było to wczoraj albo trzy dni temu – niedowierzanie malujące się na mojej twarzy (osobiście jej nie widziałem, ale zakładam, że było owo niedowierzanie widać), kiedy doszły mnie smutne te wieści. Przyznaję bez bicia, wrażenie było silne, zahaczające niebezpiecznie o szok. Słucham sobie ja zatem, samochodem jadąc, różnych tych stacji i niedowierzanie, niestety, rośnie z minuty na minutę. Ale niedowierzanie to, wtórnym już będąc, zupełnie innego rodzaju. Również niestety.
Zaczął mi się powoli, acz nieubłaganie i z okrutną wyrazistością, malować obraz masowej histerii, zbiorowego transu, którego niejeden grzybiarz by pozazdrościł. Jedni krzyczą o drugim Katyniu (sic!), inni o bohaterstwie ofiar katastrofy (WTF?), a jeszcze inni zaś o fatum ciążącym nad i tak już przez historię doświadczonym polskim narodem. Sami dziennikarze nie lepsi. Dowiedziałem się na przykład, że jeden taki warszawski domorosły socjopsycholog, celowo wybrawszy się pod pałac prezydencki (gdzie, nawiasem mówiąc, nowiutki bruk Krakowskiego Przedmieścia ujrzał był już swój nieodwołalny los nieodwracalnego ubabrania woskiem) komunikacją miejską, poczynił pewną obserwację ludu pracującego stołecznego. Otóż w tramwaju widział ludzi zamyślonych, przygnębionych, pogrążonych w głębokiej refleksji nad tą straszną tragedią. No bo przecież Warszawiacy na co dzień przemierzają ulice stolicy uśmiechnięci, cieszący się życiem, serdeczni, tryskający energią. W dodatku poczynił rzeczony dziennikarzyna daleko idące uogólnienie z rodzaju tych, które doprowadzają mnie do szewskiej pasji, ponieważ umieszczają w grupie ludzi, z którymi wspólnego nie mam nic. Cóż, to tylko przykład, ogólnie we wszystkich mediach informacje podawane były tendencyjnie i bezmyślnie, robiąc więcej szkody, niż przynosząc pożytku, bo podsycając tylko błogosławiony stan i tak już wystarczająco rozhisteryzowanego społeczeństwa.
Politycy wcale nie lepsi. Od kilku dni jedyne, co słyszymy to wielkie słowa, patetyczne mantry i coraz dalej idący populistyczny bełkot. A to, że drugi Piłsudski, a to, że mąż stanu, a to, że bohater narodowy. Czekam na propozycję rozpoczęcia procesu beatyfikacyjnego, na którą reszta zgodnie zaklaszcze łapkami. O Wawelu jeszcze napiszę, bo na razie na samą myśl dostaję apopleksji.
Ale do czego właściwie ja dążę? Przejdę sobie do meritum, bo i pora późnawa.
Przez ostatnie cztery dni oczekuje się ode mnie, że wezmę udział w tej społecznej komedii. Dla niemal każdego jedynym słusznym i akceptowalnym modelem działania jest rozpacz, refleksja, pogrążenie w żałobie i zapalenie tandetnej gwiazdki w kwadratowych nawiasach w ramach opisu na Gadu-Gadu i gdziekolwiek jeszcze tylko się da wcisnąć ten głupkowaty wymysł. Dziś nie można się cieszyć, a szczególnie już z następstw pamiętnej tej soboty. Nie można wyrazić sprzeciwu wobec coraz bardziej absurdalnych pomysłów i planów. Nie można ostentacyjnie odmówić podporządkowania się temu wspaniałemu narodowemu zrywowi.
Dziś należy wyrażać jedynie żal i szacunek. Powinno się zapomnieć, jakim chamem, prostakiem, kłamcą i zerem był Lech Kaczyński. Jakimi durniami, oportunistami i gamratki przyrożnej synami (i córkami) byli niektórzy z jego świty. Bo najbardziej bodaj w tym wszystkim z równowagi wyprowadza mnie sytuacja, w której ci sami, którzy tydzień jeszcze temu tak właśnie o części ofiar katastrofy w Smoleńsku myśleli, dziś skłonni są zapomnieć wszystkie krzywdy i zgodnym chórkiem ubolewać nad stratą.
Hipokryzja, konformizm i tzw. polityczna poprawność rządzą w Lechistanie od kilku dni. I spróbuj, biedny człowieku, mieć coś przeciw.
I jeszcze tylko kilka słów wyjaśnienia, bo inaczej stanę się ofiarą kolejnego linczu. Zaznaczam jasno, dobitnie i wyraźnie, co następuje:
To, co wydarzyło się w sobotę 10 kwietnia 2010 roku w Smoleńsku jest wielką tragedią. Tragedią przede wszystkim osobistą dla rodzin ofiar katastrofy i ten wymiar sobotniego nieszczęścia uważam za najważniejszy.
Ale nie tylko. W wypadku zginął Prezydent RP, kimkolwiek i jakikolwiek by nie był oraz szereg innych kluczowych dla funkcjonowania państwa osób. Jestem tego świadom i nie poddaję bynajmniej w wątpliwość znaczenia tego nieszczęścia. Co manifestuję choćby kolorystyką bloga, mamy wszak żałobę narodową, pierwszą – według mnie – uzasadnioną spośród ich szeregu w ostatnim dwudziestoleciu.
Proszę mnie dobrze zrozumieć. Tym, co krytykuję na łamach tego wpisu, jest zbiorowe szaleństwo posunięte do granic absurdu, nadinterpretacje, manipulacje, głupota, hipokryzja i polityczna poprawność. Podam może przykład. Nie umniejszam faktu i konsekwencji śmierci głowy państwa polskiego. Jakkolwiek źle nie życzyłem Lechowi Kaczyńskiemu i niezależnie od tego jak bardzo go nienawidziłem, nikt nie zasługuje na taką śmierć i nikomu nigdy bym takiej nie życzył. I teraz proszę się skupić: abstrahując od faktu, że jest to niewątpliwa tragedia, abstrahując od faktu, że zginęli ludzie oraz abstrahując od faktu śmierci Prezydenta RP jako najwyższego urzędnika państwowego – cieszę się, że Lech Kaczyński nie jest już moim prezydentem. I tyle.
Wiele mam jeszcze do powiedzenia i wiele zapewne w związku z tym jeszcze napiszę tutaj w ciągu najbliższych dni. A napiszę, bo to moje cholerne prywatne miejsce i tylko tu mogę się dziś poczuć swobodnie.
Za życia byłeś wyśmiewany i szykanowany, teraz wszyscy zrozumieli, jaki błąd popełnili. Niestety już nie zagłosuję w wyborach na prezydenta Kaczyńskiego, bo nikt nie jest w stanie zastąpić prawdziwego patrioty i obrońcy polskiej tradycji i historii. Myślę, że te wszystkie przykrości, które otrzymywał za życia, Bóg wynagrodził mu tak, że zginął jak bohater, jak prawdziwy patriota w tak ważnym miejscu dla Polski. Katyń powołał do siebie kolejną polska elitę. Pokój ich duszom i niech spoczywają w pokoju wiecznym. Amen.



Na początek musisz wiedzieć, drogi Gościu, że nie uprawiam tu emocjonalnego ekshibicjonizmu nieszczęśliwego i skrzywdzonego przez życie geja. Ba! Wręcz przeciwnie, żyję w cudownej zgodzie z moim wcale nie najgorszym światem. Co zatem właściwie miałem i mam na celu, zakładając i pisząc ten blog? Otóż dwie rzeczy. Primo - chcę przynajmniej trochę otworzyć temu nie najlepszemu ze społeczeństw oczy na fakt, że homik jest takim samym człowiekiem, jak każdy inny. Kocha, czuje, cieszy się, smuci, raduje, uczy, studiuje, głosuje, ma poglądy polityczne, bawi się, ma znajomych, pracuje itp. itd. Secundo - chcę przynajmniej trochę pokazać, że gej może czuć się dobrze i żyć w zgodzie ze sobą i ze światem. Niech blog ten będzie moim małym prywatnym wkładem w poprawianie tego świata...





07:58
pisząc ‚nie widzę większego sensu’ miałem na myśli, że nie widzę sensu publikacji tej rozmowy. reszta odpowiedzi była w najwyższym stopniu ironiczna. nie jestem ani fanem, ani skromnym, ani zainteresowanym. wyrwany z kontekstu nie chcę być tym bardziej.
dlatego proszę usunąć.
Marcin Pietras, opisany powyżej jako fan I
08:13
OK. Mówisz, masz :)
11:02
Spokojnie. Tylko patrzeć, jak powołają Instytut Myśli Lecha Kaczyńskiego, a za rok, w rocznicę katastrofy, jakiś dziennikarzyna zapyta ‚co pozostało z Jego nauk?’.
20:08
popieram w 100%
jak dla mnie wawel to walka o poparcie dla ziobry w wyborach.. kościół chce kolejnego sojusznika… mam jeszcze kilka gorzkich słów do dodania ale zrobię to pisząc własny artykuł na innej stronce… eioba jeśli ktoś zna bo nie moge podać linku.
pozdrawiam
14:04
http://kulturaliberalna.pl/2010/04/13/polska-zaloba-miedzy-swietem-a-dajanizacja/
14:14
O, doskonałe! Szkoda, że sam nie wpadłem na ten przedni pomysł :)
No, tak daleko to ja chyba bym się nie zapędzał. Jeśli już, to raczej Dziwisz chciał tu ugrać coś dla siebie prywatnie.
Nie kasuję, bo niegłupie, ale ograniczenie się w komentarzu do rzucenia linkiem to po prostu spam, a – jak wiemy – jest on raczej w złym guście. Ale tym razem niech będzie :)
00:02
Dobry tekst.
Przydał Ci się lincz na facebooku i wypowiedziałeś się w końcu w sposób wyważony; mocny jak cholera (wytłuszczony opis Kaczyńskiego to majstersztyk) ale bez głupawych wycieczek i ulegania zbiorowemu podneceniu w drugą stronę.
Pozdr.
09:00
Dzięki Wianku! Choć muszę zaznaczyć, że – jak również sugeruje data i godzina publikacji tego wpisu – tekst ten powstawał mniej więcej w czasie trwania przepychanki na Facebooku. Co, w moim przynajmniej skromnym odczuciu, oznacza, że rzeczona przepychanka wpływ na kształt powyższego wpisu miała raczej umiarkowany :)
21:06
Jestem zwolenniczką starej, rzymskiej bodaj już zasady: „O zmarłych mówi się dobrze albo wcale”. Nietaktowny jesteś, Autorze, atakując takimi epitetami jak np. „cham” i „prostak” osobę, nad kórej śmiercią pochyla się cały kraj. Ponadto uważam, że nie masz prawa nazywać nikogo „zerem’. To oceni Bóg i/lub Historia. Nigdy nie byłam zwolenniczką L. Kaczyńskiego, ale mam go za człowieka wartego wiele- nie był małostkowy, całkowicie oddał się idei. Pięknie, że Naród się jednoczy. I chyba wolę, żeby jednoczył się w szacunku, niż w nienawiści. Pozdrawiam:)
16:51
Ja tej zasadzie bynajmniej nie hołduję. Wobec czego w moich własnych oczach taktowi nie uchybiłem.
Co do pierwszego – różni nas tu fundamentalna różnica w światopoglądzie, wobec czego pominę Boga milczeniem. A co do historii – zgadzam, się, oceni. Jednak nie widzę przeszkód, aby oceny takiej nie dokonywać na własną rękę, od tego wszak mamy błogosławiony organ służący nam do myślenia :)
09:11
myślę że największym chamem jest właściciel bloga który słucha tylko siebie i szkła kontaktowego Na Lechu Kaczyńskim wieszano wszelkie błoto podam jeden przykład nasz były prezydent nie znał języków obcych oczywiście była z tego powodu wielka nagonka, a zastanowił się ktoś czy obecny kandydat PO je zna bo jeżeli mi wiadomo to nie myślę że nienawiść prowadzi do ślepoty a potem do fanatyzmu i faszyzmu
09:58
jeszcze co do twojej notki autorskiej
w ten sposób nie naprawisz tego świata, nie mam nic przeciw kochającym inaczej, ale trzeba mieć we wszystkim umiar jeżeli chcesz żeby Ciebie szanowali to szanuj innych pomimo tego, że padają na Ciebie ciosy
12:24
No, no, retoryka iście rydzykowska! Jedyna różnica jest taka, że nie do końca zrozumiałem ten komentarz. Dobra rada: w języku polskim używamy wielkich liter i znaków przestankowych. Proponuję spróbować, naprawdę warto!
I tu muszę Cię, ku mojemu najgłębszemu ubolewaniu, zawieść. Blog ten istnieje już dwa i pół roku i z mojego w tym czasie doświadczenia wynika coś zgoła przeciwnego. Ale dziękuję za troskę.
13:36
No, no, retoryka iście rydzykowska! Jedyna różnica jest taka, że nie do końca zrozumiałem ten komentarz. Dobra rada: w języku polskim używamy wielkich liter i znaków przestankowych. Proponuję spróbować, naprawdę warto!
Mślę że największym chamem jest właściciel bloga, który słucha tylko siebie i szkła kontaktowego. Na Lechu Kaczyńskim wieszano wszelkie błoto. Podam jeden przykład, nasz były prezydent nie znał języków obcych. Oczywiście była z tego powodu wielka nagonka, a zastanowił się ktoś czy obecny kandydat PO je zna. Jeżeli mi wiadomo to nie, Myślę ZATEM,że nienawiść prowadzi do ślepoty a potem do fanatyzmu i faszyzmu
Co do chama to faktycznie przesadziłem, choć to Ty zacząłeś rydzykować. Może powinienem napisać, że używasz słów nieparlamentarnych, choć tu niestety kojarzy mi się tylko poseł
Jednak mam wrażenie, że Tobie nie chodzi o to żeby się porozumieć. Masz zwyczajnie ubaw kiedy możesz popisać się swoją erudycją i ironią. Chyba, że jest to forma skrywania swoich kompleksów. Jeżeli chcesz abym CI ODPOWIEDZIAŁ napisz coś sensownego. Życie samą żółcią prowadzi do wymiotów. POZDRAWIAM
Mnadzieję, że znaki przestankowe są w odpowiednim miejcu
22:23
Wydaje mi się, że nie hołdując wspomnianej wcześniej przeze mnie zasadzie, jesteś trochę krótkowzroczny. Czy chciałbyś, żeby po Twojej (hipotetyczne założenie) śmierci ktoś mówił Twojej mamie, że byłeś np. wredny, beznadziejny i śmierdziały Ci stopy? A nie zapominajmy, że zmarli (w tym też Kaczyński) mają rodziny. A dobra pamięć o tych, którzy odeszli, jest potrzebna przede wszystkim tym, którzy zostali. Niebezmyślnie wspomniałam też o historii- pomyśl np. o gen. Jaruzelskim. Kiedyś- oprawca narodu, dziś- możliwe, że bohater. Dajmy ciałom ostygnąć, żyjącym się wypłakać. A później spuśćmy negatywne emocje.
00:48
Kompleksy – jak każdy – jakieś zapewne mam, choć na nadmiar bynajmniej nie narzekam. Więc to raczej nie to. Prędzej pierwsze, choć i do erudyty mi dość daleko, jednak przyznam nieskromnie, że lubię na widok publiczny wystawiać swą elokwencję i językowy kunszt. Właściwie nie wiem, czemu doszukujesz się tu wszędzie czegoś, czego – zasadniczo – tu nie ma. Czemu nie można wyjść z naturalnego skądinąd założenia, że ja tylko wyrażam swoje opinie? I, wierz mi, w tonie naprawdę względnie umiarkowanym.
Szczerze? Jest mi to całkowicie, ale to całkowicie i bezbrzeżnie bezdennie obojętne. Właściwie pójdę dalej – jest mi obojętne nawet to, co ktoś o mnie gdzieś tam mówi jeszcze za mojego – marnego bo marnego, ale zawsze – bytowania. Śmierć jest naturalnym następstwem życia, nie ma w niej nic nadzwyczajnego, ani tym bardziej wartego uwznioślania. Rzucę komunałem: wszyscy kiedyś umrzemy. I lepiej do tego umierania mieć stosunek luźny, niż patetyczny i nabożny.
Cóż, teraz jest teraz, kiedyś będzie kiedyś. Wciąż nic mnie tu nie przekonuje do wstrzymywania się od oceny. Tym bardziej, że zawsze można swoje poglądy zrewidować, bo podobno nie zmienia ich tylko krowa.
22:32
Zza ostatnie Twojej wypowiedzi wyziera zły człowiek. Nie masz (a przynajmniej nie okazujesz) szacunku dla innych ludzi, a nawet dla siebie, razisz olewczym podejściem do życia. Żyj spokojnie i w miarę cicho
00:14
O Matko Boska Bezlitosna… Jakie pokrętne kryteria stosujesz, że z moich słów wynika dla Ciebie coś takiego?!
Uwierz mi. Kogokolwiek, kto mnie zna, byś nie zapytała, odpowie Ci bez wahania, że jestem przeciwieństwem człowieka złego.
Ale, jak widać, Twoje kryteria pozwalają Ci ocenić mnie po kliku zdaniach wypowiedzi, po których – jak uważasz – doskonale mnie już znasz.
18:46
Niesprawiedliwy jesteś:) Napisałam, że „zza ostatniej wypowiedzi wyziera…”. Może prościej: rzeczona wypowiedź wygląda na napisaną przez złego człowieka. Żadnych sądów o Tobie, tylko o Twoich słowach:) A dlaczego? Mówisz, że nie obchodzi Cię, co inni o Tobie mówią. I tym samym uznajesz, że innych nie powinno obchodzić, co się mówi o nich. Każdy jednak ma godność- gwarantowaną m. in. przez Prawa Człowieka lub w Konstytucję. Oprócz tego-jak można, pytam zdziwiona. Jak można zakładać, że ludzie są bezduszni, bezsenstymentalni i że nie reagują, ba, nie powinni reagować na słowa obrazy kierowane ku ich najbliższym i nim samym? Jeszcze: non omnis moriar, słyszałeś o tym? Siepając takimi frazami o śmierci, jakbyś mowił: „nie obchodzi mnie, co zostawię dla świata. Każdy umrze, żyje się tylko po to, by biologicznie przetrwać”. Zrozum też, w końcu jesteś dorosłym człowiekiem, (mam 15 lat i pojęłam) że śmierć człowieka jest zawsze tragedią dla jego rodziny. Oni z nim rozmawiali, śmiali się, kłócili. Może nie zdążyli uporządkować relacji, może kochali tak bardzo, że przeraża ich, że go nie będzie. Stanowczo mają prawo przeżywać swoją tragedię „wzniośle i patetycznie”.
17:26
Kompleksy – jak każdy – jakieś zapewne mam, choć na nadmiar bynajmniej nie narzekam. Więc to raczej nie to. Prędzej pierwsze, choć i do erudyty mi dość daleko, jednak przyznam nieskromnie, że lubię na widok publiczny wystawiać swą elokwencję i językowy kunszt. Właściwie nie wiem, czemu doszukujesz się tu wszędzie czegoś, czego – zasadniczo – tu nie ma. Czemu nie można wyjść z naturalnego skądinąd założenia, że ja tylko wyrażam swoje opinie? I, wierz mi, w tonie naprawdę względnie umiarkowanym.
A w takim razie jak byś określił mój ton
Niemniej dziękuję za odpowiedź, i widzę, że nawet potrafiłeś powstrzymać się od ostrej retoryki. A więc jednak warto szanować innych
dziękuję I Powodzenia