wszyscy na tak

ARCHIWA

Grudzień 2009

Merry / Gay Xmas! v3.11

Zgodnie z coroczną tradycją (patrz TUTAj oraz TUTAJ) w tym radosnym wolnym od zajęć dniu 24 grudnia 2009 Anno Domini pragnę z całego mego kamiennego dziś serca złożyć Szanownym Czytelnikom, Gościom, Fanom, Adoratorom (tym szczególnie :P), Miłośnikom, Naśladowcom et caetera, et caetera złożyć najserdeczniejsze wyrazy ubolewania z okazji zbliżającego się końca roku, który to nieszczęśliwy moment oznacza wiele do kitu rzeczy. Na przykład:

  • początek stycznia, najzimniejszego miesiąca roku,
  • rychłe dorzucenie sobie kolejnego oczka w rubryce wiek,
  • konieczność głębokiej zadumy nad tym co skopało się w mijającym roku, a co skopać można jeszcze bardziej w kolejnym,
  • początek głupkowatego dwunastomiesięcznego oczekiwania na zbawienie w postaci kolejnego roku, który oby okazał się choć trochę lepszy od trwającego,
  • et caetera, et caetera, et caetera…

Atheist Christmas

Słowy kilkoma – wesołych, smacznego, mokrych, zdrowych, miłych, ro-o-zgrozo!-dzinnych :P

PS: Defetyzm szczodrze dodany do tego wpisu jest chwytem czysto literackim ;] Uprasza się o nieodnoszenie go do prywatnego życia Autora, który narzekać na co bynajmniej nie ma ^^

PS2: I niech Wam karp w gardle stanie! Ha! Barbarzyńcy!

PS3: A przy okazji polecam lekturę świątecznego tekstu autorstwa wielebnej Katarzyny L., a konkretnie wpisu pod tytułem O polskich Świętach Grudniowych słów kilka, opublikowanego na oficjalnym blogu Muzeum Etnograficznego w Warszawie. Warto, bo ciekawe, a i wiedzę swą wątłą i horyzonta poszerzyć można!

Gay life on Mars!

MarsWśród nocnej ciszy (wszak to nocy środek), w przerwie między nicnierobieniem a nicnierobieniem, postanowiłem po kary najwyższej godnym chwilowym zaniedbaniu bloga zacząć znów skrobać to i owo, i to z przewagą owego. Ponieważ jednak – przynajmniej w tej materii – pedantyczny ze mnie stwór, muszę najpierw ogarnąć kilka kwestii technicznych, które w przeciwnym razie – przy wszystkich stanu takiego zaletach – nie dadzą mi zaznać spokojnego snu. Znam jednak ja siebie, a jakże! Podłubię sobie, popsuję tu i ówdzie, zmarnuję pół nocy, po czym przywrócę stan zastany i znów mi się odechce. Dlatego właśnie opublikować coś muszę :] W obliczu tak postawionej samemu sobie sprawy pozwolę sobie na początek nie wysilić się zanadto i skupić dziś na maszynerii. Wpis ten uprasza się potraktować luźno i bezkrytycznie ;]

Na szczęście od jakiegoś czasu czekał już sobie spokojnie a cierpliwie na zajęcie należnego mu tu miejsca pewien krótki filmowy materiał naukowy. Ponieważ sam szczycę się IQ rzędu siedemnaście pięćdziesiąt osiem dwa koma cztery, co najmniej tego samego spodziewam się po Czytelniku. A konkretnie – reportaż jest w języku angielskim. Zapraszam na projekcję, a następnie lekturę kilku zwięzłych a treściwych zdań mojego komentarza. Niestety, chwilowe braki w osprzęcie uniemożliwiają mi zapewnienie jakości Full HD, wciąż jednak trwają prace wdrożeniowe.