Porozmawiajmy o gejach

Jakiś czas temu odbyłem ze znajomymi pewną bardzo ciekawą rozmowę na temat homoseksualizmu. To jedni z moich najbliższych przyjaciół, więc już jakiś czas temu dosłownie jako pierwsi dowiedzieli się o tym, że jestem gejem. Dysputa niedawna odbyła się przy okazji jakiejś imprezy, a, jak powszechnie wiadomo, do pewnego krytycznego momentu alkohol potrafi intelektualnie pobudzić :] No cóż, oczywiście musi mieć jeszcze co pobudzać.

Znajomi owi, a konkretnie szczęśliwa od dobrych kilku lat para (hetero, żeby była jasność), to ludzie światopoglądowo i intelektualnie prawdziwie wyzwoleni, potrafiący samodzielnie myśleć i nie mający żadnego problemu z wyrażaniem swoich, często śmiałych, poglądów.

Podczas naszej żywiołowej pogawędki padło kilka światłych i jakże trafnych a błyskotliwych uwag. Kilka z nich chciałbym tu właśnie przytoczyć, choć może nie dosłownie, bo pamięć mnie troszkę zawodzi, a notatki pisane niepewną ręką są cokolwiek niewyraźne i niejasne. Tak, tak, nie omieszkałem w pewnym momencie sięgnąć po zeszyt i ołówek.

Zaznaczam, że przytaczam tutaj wypowiedzi nie swoje (nieistotne akurat, czy się z nimi zgadzam, czy też nie), więc jeśli ktoś miałby chęć na polemikę – niestety nie ze mną. Ponadto publikując poniższe mam na celu jedynie przytoczenie ciekawej rozmowy z gatunku „na imprezie” i nie przypisuję jej żadnych gigantycznych wartości merytorycznych.

Zaczęliśmy od standardowych rozważań o dyskryminacji i strachu gejów przed ujawnieniem, przed pokazaniem się szerszym masom społeczeństwa, choćby na ulicy. Nie mam tu na myśli żadnych wielkich manifestacji, ale choćby najzwyczajniejszy spacer za rękę.

Raising Gay FlagOtóż doszliśmy następnie drogą dedukcji do fundamentalnego wniosku, że w „globalnym społeczeństwie” niezbędna jest „nowa globalna jakość”. „Przejrzałe stereotypy” powinny były już dawno odejść w zapomnienie, gdyż w nowoczesnym świecie zwyczajnie nie ma na nie miejsca. Jednym z najważniejszych takich stereotypów, choć chyba lepiej pasowałoby tu określenie w rodzaju „błędu interpretacyjnego”, jest powszechne przeświadczenie i pogląd, że homoseksualizm jest chorobą. Co prawda Amerykańskie Towarzystwo Psychiatryczne na szczeblu krajowym w 1973, a później Światowa Organizacja Zdrowia dopiero w 1990 roku wykreśliły homoseksualizm z klasyfikacji chorób i zaburzeń, to jednak co zostało, to zostało i tkwi nadal. Zresztą, to czy coś znalazło się na owej liście, czy też nie, rozstrzygano drogą głosowania. Tak samo na przykład jeszcze stosunkowo niedawno (a niektóre organizacje czynią to nadal) za chorobę podlegającą leczeniu uważano zespół napięcia przedmiesiączkowego. Absurdalne?

Bardzo spodobała mi się jakże zwięzła a wymowna myśl, którą wyraził w pewnym momencie kolega: „Społeczeństwo nigdy nie uważa nic dobrego!”

Cała dyskusja ujście znalazła sobie w błyskotliwej i ciekawej poincie. Mianowicie z racji faktu, iż mamy społeczeństwo heteronormatywne, że za normalne uważane jest tylko to, co heteroseksualne, no więc w związku z tym należy zmienić podejście ludzi. W tym właśnie celu, jak uważają moi znajomi, istnieje zdecydowana potrzeba deklaracji swojej orientacji przez osoby homoseksualne. Czyli należy wyraźnie dawać społeczeństwu do zrozumienia, że poza orientacją heteroseksualną jest jeszcze homoseksualna, tak samo naturalna.

Owo dawanie do zrozumienia miałoby polegać między innymi na przykład na świadomie wyolbrzymionym gejowskim (jestem facetem i w tym kontekście wnioskowaliśmy, więc niestety pozwoliliśmy sobie zdyskryminować lesbijki… wybaczcie, dziewczyny…) sposobie poruszania się, zachowania, mówienia oraz tym i innym podobnym.

No nie powiem, bardzo śmiały postulat! Ale chyba jednak zrezygnuję z tak drastycznych środków mnie samego rażących… Cóż, pozostanie mi kroplą drążyć skałę, nie ma co!

Takie oto dysputy zdarza mi się, drogi Czytelniku, prowadzić w stanie cokolwiek odbiegającym od pełnego kontaktu umysłu z otaczającym go światem. Zarówno w moim, jak i rozmówców przypadku. Ale przynajmniej jest ciekawie, hm?

OCEŃ, PROSZĘ:
Nie podoba mi się...Podoba mi się!
ocena: +14, głosów: 20
Loading ... Loading ...
Już  76 Czytelników Homikus Pospolitus: Hetero Friendly Gay Blog postanowiło ułatwić sobie część życia ściśle związaną z odwiedzinami na blogu. Jeśli spodobał Ci się ten wpis, możesz zrobić to i Ty dzięki zahomikowaniu kanału RSS. W ten sposób będziesz na biężąco z moją radosną twórczością. Możesz również podać mi adres e-mail, dzięki czemu informacje o nowościach otrzymasz na swoją skrzynkę pocztową. E-mail wysyłany jest raz dziennie, chyba że nie pojawił się żadnen nowy wpis. Zapraszam!

trackback

RSS

KOMENTARZE (15):

  1. 2007-12-04
    20:24  

    O jacie, jakie to cos po prawej fajne :D
    Szpiegowac ludzi mozesz! :D

    Wracajac do tematu… Zgadzam sie z Twoimi znajomymi. Kazda wyedukowana osoba wie, ze tego sie nie leczy, zmienia czy whatever.

    A kropla moze zdzialac sporo swoim uporem.
    Ahoj!

  2. 2007-12-04
    21:14  
    schabowy

    Ech… jak mi brakuje tych rozmow z Wami… Sciskam!

  3. 2007-12-04
    21:19  

    @karolka
    No a jak! To się nazywa super hiper narzędzie do totalnej inwigilacji, dzięki czemu będę mógł jeszcze skuteczniej prowadzić pedalską propagandę! Haha!

    @schabowy
    O do licha! A skąd to, moja droga kotletowo, dowiedziałaś się o blogu? Wygadali wszystko, niecnoty… Ja też Cię ściskam, już niedługo się zobaczymy i nadrobimy!

  4. 2007-12-05
    01:38  

    Stereotypy były zawsze i zawsze jakieś pozostaną. Moim zdaniem nic nie zmieni pewnych schematów, a jeśli już to nie tak prędko.
    Społeczeństwo jako ogół to zazwyczaj wielka zbita masa, która potakuje w rytm opinii większości, które same tworzy. Dotrzeć można tylko do jednostek.
    Nawet ci, którzy stojąc w tłumie i krzycząc o tym, że inność (jakakolwiek) jest zła, wychodząc z tego tłumu potrafią powiedzieć, że nie taki diabeł straszny.

    Z obserwacji jednak wnioskuję, że manifestacja swoich bardzo odmiennych poglądów jest odbierana źle przez ogół i daje odwrotny skutek niż zamierzono.

    Piszę to z punktu widzenia ateisty. Mówiąc: jestem ateistą, każdy patrzy z niedowierzaniem i puka się w czoło. Dopiero po chwili rozmowy, tłumaczenia o co chodzi, dlaczego tak myślę, dlaczego nie ubiorę choinki, dlaczego nie ochrzczę dziecka dochodzi do jako takiego porozumienia. Reagują tak nawet ci młodzi, wyzwoleni ludzie argumentując swoje uprzedzenia utartymi schematami (np. święta to przecież tradycja).

  5. 2007-12-05
    02:00  

    Stereotypy były zawsze i zawsze jakieś pozostaną. Moim zdaniem nic nie zmieni pewnych schematów, a jeśli już to nie tak prędko.

    Oczywiście, jestem tego samego zdania. Dlatego nie miałem i nie mam nadziei na żadne rewolucje. Ale stopniowo wszystko się zmienia. Jeśli nie rewolucja, to przynajmniej ewolucja, a ona, powoli, bo powoli, ale nieubłaganie postępuje. Sam obserwuję różnice w poglądach ludzi choćby około mojego wieku i młodszych, powiedzmy, o te 6-7 lat.

    Nawet ci, którzy stojąc w tłumie i krzycząc o tym, że inność (jakakolwiek) jest zła, wychodząc z tego tłumu potrafią powiedzieć, że nie taki diabeł straszny.

    Jak to mówią, w kupie raźniej. Smutną prawdą, z którą mi źle, jest to, że sam jestem podobny, niestety. Ale tak to już jest.

    Z obserwacji jednak wnioskuję, że manifestacja swoich bardzo odmiennych poglądów jest odbierana źle przez ogół i daje odwrotny skutek niż zamierzono.

    U nas – tak. Ale ludzie też zbyt poważnie podchodzą do pewnych spraw. Uczepię się imprez w rodzaju Parad Równości. Na przykład w Niemczech jest to doskonała okazja do zabawy dla całego miasta. I głównie o to chodzi, tak ludzie to tam traktują. A u nas? Obraza majestatów, papieżów i innych świętościów.

    Reagują tak nawet ci młodzi, wyzwoleni ludzie argumentując swoje uprzedzenia utartymi schematami (np. święta to przecież tradycja).

    O tak, doskonale wiem, o czym mówisz, sam nigdy nie kryłem się ze swoim ateistycznym światopoglądem. Jednak straszne jest dla mnie to, że w ten sposób reagują także Ci, którzy sami siebie nazywają ateistami! Bo święta to tradycja. Albo rybki, albo akwarium. Hipokryzja jest najgorsza.

  6. 2007-12-05
    19:21  
    schabowy

    Drogi Homikusie, swieta SA tradycja i nie widze powodu dlaczego ateista nie mialby ich na swoj ateistyczny sposob swietowac. Tak jak nie widze nic zlego w topieniu marzanny czy smigusie-dyngusie. Hipokryzja to moim zdaniem za grube slowo. Jezeli ktos ma dystans do calej historyjki o Jezusku i traktuje swieta np. jako okazje do spedzenia czasu z rodzina, to co w tym zlego? Zreszta nawet dla ludzi okreslajacych sie katolikami swieta, tak naprawde maja niewielki wymiar religijny. To jest chyba najbardziej zateizowane swieto religijne. Kolorowe lampki, choinki, prezenty, mikolaje, chuj wie co jeszcze, wszystko to przyslania kwestie Jezusa i spolki. Powinnismy sie cieszyc ze „All I want for Christmas” Mariah Carey brzmi glosniej niz „Bog sie rodzi”! Swietujmy zatem w tym czasie zwyciestwo komercji i tandety nad bzdura zwana chrzescijanstwem. Amen.

  7. 2007-12-05
    21:48  

    Bardzo ciekawy głos w temacie, moja droga.
    I w zasadzie nie sposób się z Tobą w większości nie zgodzić. Faktycznie, stopień skomercjalizowania Bożego Narodzenia sprawia, że nawet najwięksi dewoci myślą przede wszystkim o tym, czego by się nażreć, a nie jak duchowo przeżyć to jedno z najważniejszych wydarzeń.

    Świętujmy zatem w tym czasie zwycięstwo komercji i tandety nad bzdurą zwana chrześcijaństwem. Amen.

    A więc świętujmy!

  8. 2007-12-06
    07:23  

    Też muszę zaoponować i też uważam, że hipokryzja to za grube słowo. Nie jestem ateistą ale też nie jestem katolikiem, jednak święta to czas szczególny, chociażby dlatego, że wiele osób wtedy właśnie się naprawdę stara być ok. To moim zdaniem ważne, mimo, że tylko chwilowe.
    A teraz na temat wpisu. Sądzę, że faktycznie warto ciągle mówić i w jakimś sensie „edukować” społeczeństwo. Znana jest powszechnie prawda, że kłamstwo powtarzane odpowiednią ilość razy staje się prawdą. Tak więc teoretycznie prawdę trzeba mniej razy powtarzać, aby dotarła do ludzi. Niestety u nas jeszcze pokutuje stare pokolenie, które dopiero wraz ze swoją (rychłą mam nadzieję) śmiercią uwolni trochę całe społeczeństwo z okowów myślenia kategoriami czarno-białymi.

    Jednak zbyt szybko bym na to nie liczył. Parada równości… hmmm może i można się przy tym bawić, mnie to jednak nie zbyt osobiście odpowiada. Wolę bardzie wyważone okazywanie swoich uczuć niż stado dorosłych poprzebieranych w śmieszne ubrania. Nie rozumiem tej chęci obrażania innych. Bo jednak nie oszukujmy się ale ta chęć jest dość widoczna. Samo obrażanie, wytykanie wad i naśmiewanie się z cudzych świętości, bez żadnych merytorycznych przekazów jest idiotyczne i jako takie zasługuje na społeczną naganę. Ok, w Niemczech się bawią, ale w tym kraju, inaczej się patrzy na pewne sprawy.Może warto to uszanować, chcąc samemu zaznać spokoju i szacunku?

  9. 2007-12-06
    20:40  

    Hipokryzja, nie hipokryzja – no masz trochę racji. Teoretycznie. Mnie to staranie się być ok, że tak powiem, wnerwia do granic możliwości. Nagle objawiają się przykładni tatusiowie, przykładni mężowie itp. Taaak, przez dwa dni to łatwe. A przez resztę roku pieprzyć to. Tak, jestem rozgoryczony własnymi wspomnieniami z dzieciństwa. Dlatego święta kojarzą mi się bardzo źle. Zrobiłbym zawsze wszystko, byle tylko nie spędzać ich z własną niedorozwiniętą rodziną. I to się nie zmieniło.
    I jak mi ta niedorozwinięta rodzina próbuje, nieudolnie, udawać, jaką jest wspaniałą wspólnotą – no ja przepraszam, ale że chce mi się rzygać, to mało powiedziane. I dlatego mówię o hipokryzji, co niniejszym podtrzymuję.

    wraz ze swoją (rychłą mam nadzieję) śmiercią

    Oj, nieładnie, nieładnie! ;]

    Nie rozumiem tej chęci obrażania innych. Bo jednak nie oszukujmy się ale ta chęć jest dość widoczna.

    No tu można by polemizować. Choć nie mówię, że to robię. Można postrzegać zjawisko na dwa sposoby, moim zdaniem. Sposób nr 1: to naturalny, podświadomy odruch, czyli wet za wet, atak za atak, nienawiść za nienawiść. Tak człowiek funkcjonuje. Sposób nr 2: chęć uświadomienia, że na wszystko można patrzeć z przymrużeniem oka, że nie trzeba wszystkiego zawsze traktować śmiertelnie poważnie, a odrobina humoru nikogo nie zabije.

    Samo obrażanie, wytykanie wad i naśmiewanie się z cudzych świętości, bez żadnych merytorycznych przekazów jest idiotyczne i jako takie zasługuje na społeczną naganę.

    Tak. Ale w Polsce mamy jeden problem. Paranoicznego szacunku do katolickich świętości. Nikt nigdy nie ma problemów ze sporami na polu filozoficznym, światopoglądowym. Ale kiedy wchodzi w grę religia – każdy, najbardziej nawet zatwardziały ateista, wycofuje się, nie podejmuje polemiki, umywa ręce, „szanuje”. Bo w Polsce to tak cholernie poważna sprawa! Patriotyzm, katolicyzm – nasze największe narodowe skarby! Nie na tym szacunek polega.

    Ok, w Niemczech się bawią, ale w tym kraju, inaczej się patrzy na pewne sprawy.

    Inaczej, owszem. A konkretnie – zdrowiej. Bo właśnie tam ludzie potrafią czasem się uśmiechnąć nawet do swoich największych świętości.

  10. 2007-12-06
    21:43  

    Wiesz, ja jestem zwolennikiem wyluzowania, przynajmniej tak sobie tuszę, jednak uważam, że nie zawsze wszystko co zagramaniczne jest lepsze. Ostatnio uświadomiłem sobie dość dobitnie dlaczego nie chcę wyjechać z tego kraju. Nie tylko dlatego, że moja kobieta nie wyjedzie wraz z mną… Dla historii, dla tego, że wielu ludzi wcześniej w pewnym sensie „zmarnowało”, straciło swoje młode lata walcząc, żebym teraz ja mógł robic to, na co mam ochotę. Tak mnie to uderzyło ostatnio, że zupełnie inaczej zacząłem patrzeć na tradycję itd. Śmiać się ze wszystkiego… hmmm czy ja wiem czy to takie zdrowsze? Ze skrajności w skrajność. Nie uważam, że wartości chrześcijańskie są coś warte więcej niźli jakiekolwiek inne wartości. Absolutnie! Jednak złośliwe nabijanie się jest zupełnie czym innym niż wesołe zażartowanie z czegoś. A geje w Polsce nie umieją tego, szczególnie jak są w grupie to dostają takiego samego małpiego rozumu jak grupy starych dewotów na tych swoich dewot-paradach. Tak to wygląda z boku, z mojej strony, osoby, której w zasadzie nie interesuje dlaczego Ci ludzie chodzą poubierani w dziwne, głupie stroje. Widze tylko, że w tym nie ma merytorycznego przekazu a jest wyzwanie. Na wyzwania mam jedną reakcję – obniżam ocenę danej osoby o kilka stopni w dół.

    Nie można generalizować, dlatego nie bierz tego co napisałem do siebie, bo mówię ogólnie o społeczeństwie homoseksualistów na gej-paradach. W tłumie wielu zawsze dostanie głupawy. A szkoda, bo tak naprawdę wiele więcej by zyskali gdyby udało im się myśleć głową a nie innymi częściami ciała powodując tym samym, że homoseksualizm utożsamiany jest z ordynarnym parzeniem się dwóch, ubranych w fikuśne ciuszki, samców lub samic gatunku homo sapiens. Wyklucza się w ten sposób w ogóle pojęcie miłości między dwojgiem partnerów tej samej płci.

    Co do hipokryzji – nie unikniesz tego. Mi się tez nie podoba, mam jednak już do tego stosunek trochę inny niż kiedyś. Żyj i daj żyć innym. Wkraczam kiedy inni wkraczają nieproszeni w moje życie a tak… no cóż, każdy ma swoją drogę, którą musi iść sam. Mogę podyskutować, popolemizować itd. ale już staram się nie przekonywać. Popsioczyć sobie mogę, ale szkoda nerwów. Jak to mawiają przemądrzy Chińczycy: „Psy szczekają, karawana idzie dalej”. I to ja jestem psem i karawaną za razem, tak jak inni też. Znaczy się, że ja mogę poszczekać i po ujadać a oni i tak będą hipokryzje uprawiać. Oni będą szczekać a ja i tak zostanę sobą… ;-) Chyba, że ktoś ze mną podyskutuje i przedstawi sensowne argumenty. Na to zawsze jestem otwarty (przynajmniej tak sobie tuszę ;-) )

  11. 2007-12-06
    22:10  

    Śmiać się ze wszystkiego… hmmm czy ja wiem czy to takie zdrowsze? Ze skrajności w skrajność. Nie uważam, że wartości chrześcijańskie są coś warte więcej niźli jakiekolwiek inne wartości. Absolutnie! Jednak złośliwe nabijanie się jest zupełnie czym innym niż wesołe zażartowanie z czegoś.

    Ja sobie zdaję sprawę, że to wszystko nie wygląda tak, jak powinno. Ale nie mówię o skrajności, śmianiu się i szydzeniu, to zawsze jest destruktywne, ale o znalezieniu jakiegoś konstruktywnego złotego środka, który byłby takim wentylem bezpieczeństwa. Takim, jakim jest satyra w życiu politycznym, na przykład. I nie mówię, że geje na paradach ten złoty środek znaleźli. Mówiąc szczerze, te zachodnie parady wcale mi się nie podobają, nie czuję na przykład potrzeby udawania kobiety, bo nie widzę tu żadnego związku z gejostwem. No ale porównaj je do polskich Marszów Równości – u nas są grzeczne i niewinne.
    Poza tym, widzisz, mówisz, że w tłumie geje dostają małpiego rozumu. Cóż, jak wszyscy. Ale to jest jedyny moment, kiedy mogą w tym tłumie być. I poczuć się przez moment trochę silniejsi, a nie ciągle stłamszeni. No i taki się jakoś wykształcił schemat manifestowania ludziom swojej obecności. Emancypacja homoseksualistów to temat w Polsce dość młody, wszyscy, geje i lesbijki również, muszą się jeszcze wiele nauczyć. Także tego, jak pozyskać sobie przychylność tego konkretnego społeczeństwa.

    Na wyzwania mam jedną reakcję – obniżam ocenę danej osoby o kilka stopni w dół.

    Zgadzam się z Tobą w pełni. Złoty środek – pisałem już wyżej. To tak jak ze mną. Nie obrażam się, jeśli ktoś nazwie mnie pedałem, jeśli nie ma w tym nienawiści. Tak samo potrafię nabijać się ze stereotypowo-gejowskiego sposobu poruszania się, mówienia itd. Sam o sobie mówię ciota itp. Ale z humorem – to sprawa kluczowa. Tak samo kiedy znajomi żartują sobie, że jestem pedałem, więc to a tamto, powinienem to a tamto, albo jak to jest kiedy to a tamto, śmieję się z nimi. To jest taki właśnie dystans.
    Jednak jeśli dresiarz na ulicy zwyzywa mnie od pedałów – no, faktycznie do śmiechu mi nie będzie.

    A szkoda, bo tak naprawdę wiele więcej by zyskali gdyby udało im się myśleć głową…

    Jest wielu działaczy, którzy działają na wiele innych sposobów i na wielu innych polach. Tyle że niczego nie nagłaśnia się tak, jak tych perwersyjnych parad zboczeńców pederastów, bo dotykają one bezpośrednio codzienności. A opcje polityczne mieliśmy ostatnio, i mamy nadal, jakie mieliśmy. Populistom tylko ułatwia to manipulacje.

  12. 2007-12-08
    10:28  

    No owszem Macierz opowiadała, że jeden z jej wykładowców przyznał się do leczenia klinicznego gejów gdzieś za czasów komunizmu… Dobrze chociaż że nie elektrowstrząsami… Teraz jest teoria o uwarunkowaniu genetycznym…

  13. 2007-12-08
    10:45  

    To fakt – stereotypy sa i beda, trudno je zmienic, ale wlasnie poprzez takie rozmowy z najblizszymi i tymi troche dalszymi, jestesmy w stanie choc w malym stopniu te stereotypy obalac i zmieniac spoleczna swiadomosc.bo jesli kolezanka, kolega, ciocia, wujek czy mama lub tata zobacza ze oprocz bycia gejem lub lesbijka ( przy okazji stop dyskryminacji lesbijek!) jestesmy fajnymi osobami,zaufanymi przyjaciolmi, pracownikami to sama orientacja seksualna przestanie byc lub bedzie w mniejszym stopniu czynnikiem nas okreslajacym. zatem swietna robota z przyjaciolmi :-)
    pozdrawiam

  14. 2007-12-08
    13:13  

    @Ivanka
    O tak, wtedy było bardzo nieciekawie. Wspomnijmy choćby sławioną akcję „Hiacynt”, o której ostatnio trochę głośno się robi. Ale na szczęście te ponure czasy minęły, mam nadzieję, że bezpowrotnie.

    @flame

    jeśli koleżanka, kolega, ciocia, wujek czy mama lub tata zobaczą ze oprócz bycia gejem lub lesbijka (…) jesteśmy fajnymi osobami,zaufanymi przyjaciółmi, pracownikami to sama orientacja seksualna przestanie być lub będzie w mniejszym stopniu czynnikiem nas określającym.

    Dokładnie tak. Ale niestety nie wszyscy będą potrafili się na to zdobyć. To znaczy na dostrzeżenie tego. Wiem z doświadczenia.
    No i

    stop dyskryminacji lesbijek!

    Oczywiście! Ale przeprosiłem… :]

  15. 2008-04-25
    11:13  

    Zapraszam na mój blog prezentujący tematykę homoseksualizmu i nie tylko: http://zaryk.jogger.pl/

linia

ZAHOMIKUJ KOMENTARZ:

Jeśli chcesz, aby przy Twoim komentarzu wyświetlił się Twój avatar,
zarejestruj swój adres e-mail w serwisie Gravatar.