Szoków lepiej zwykle nie doznawać. Robią z reguły źle na serce. Jednak jeśli już jakiś od czasu do czasu musi się napatoczyć, lepiej żeby był w miarę pozytywny. To przynajmniej gwarantuje, że zawał przeżyje się z uśmiechem na twarzy.
Miałem nie uprawiać na tym blogu emocjonalnego ekshibicjonizmu. Ale nie mówiłem, że nie będę w ogóle odnosił się do mojego prywatnego życia, czyż nie? Ale ten, bądź co bądź wcale nie drobny, epizod wart jest przytoczenia. Bo była to ostatnia rzecz, jakiej mógłbym się kiedykolwiek spodziewać. I na jaką mógłbym liczyć.
Mniej więcej tydzień temu, kiedy przebywałem w celach zarobkowych w odległych krańcach macierzy, pod wieczór już, po kilkunastu godzinach nie najlżejszej pracy i w oczekiwaniu na jakąś ciepłą zupę w knajpie, odebrałem telefon od szanownego mojego rodziciela, zwanego także ojcem. W związku z powyższymi okolicznościami nie miałem najlepszego humoru. Ponieważ zwykle nie potrafiliśmy normalnie rozmawiać, więc rozmowa potoczyła się po raz enty jakoś dziwnie, a moje rozdrażnienie było tym razem dość widoczne. No i nasłuchałem się, jak to nie ma ze mną kontaktu, jak to oddalam się od rodziny, zamykam w sobie, alienuję. To mniej więcej tyle.
Tak się przydarzyło, że parę dni temu bardzo niespodziewanie postanowił mnie ojciec nawiedzić. Niespodziewanie, ponieważ zadzwonił do mnie około godziny 14 z pytaniem, czy może nie przenocuję go dziś, bo jest w Warszawie na jakimś szkoleniu. No i wpadłby tak koło 17. No jakże mógłbym odmówić?
Zabrałem się więc pilnie za ogarnięcie mieszkania. Ojciec wpada do mnie do Warszawy ze średnią częstotliwością jednej wizyty na pięć lat, więc warto przynajmniej nie podejmować go w totalnym burdelu.
Jednak nie przeczę, że rozmowa wcześniejsza dała mi trochę do myślenia. W efekcie, w toku czynności ogarniających, coś mnie nagle naszło i postanowiłem, że dziś jest ta jedyna i niepowtarzalna okazja, żeby moja idealna rodzina dowiedziała się, że jestem gejem. Niepowtarzalna dlatego, że kiedy ja odwiedzałem ich, po prostu bałem się, że ojciec zwyczajnie wywali mnie w momencie z domu, kiedy tylko mu powiem. A tak mogłem przekazać mu radosną nowinę na własnym gruncie, więc co najwyżej sam by wyszedł.
No to przyjechał. Siedliśmy, otworzyliśmy po jakimś piwku i zaczęliśmy, jak zwykle, rozprawiać o kompletnych pierdołach. Ale nie przeczę, że troszkę się stresowałem, mimo wszystko. I nie dało się tego nie zauważyć, na ogół można ze mnie czytać jak z otwartej księgi. W związku z tym po jakimś czasie ojciec zapytał mnie, czemu się denerwuję.
W przypływie odwagi odpowiedziałem, że chcę mu o czymś powiedzieć, ale nie jest to łatwe, bo znam jego reakcję. No ale w końcu powiedziałem, co prawda powoli, ale powiedziałem.
I to właśnie jest szok, który spadł na mnie biednego i nieprzygotowanego. Mój cholernie inteligentny, ale pełen nienawiści do „chorych pedałów” ojciec, skrajny katolik, skrajny antysemita, rasista i w ogóle wszystko co najgorsze, nagle potrafi stanąć ponad tym wszystkim. I zupełnie wbrew swoim uprzedzeniom, poglądom i wszystkim wcześniejszym wypowiedziom – najzwyczajniej na świecie to zaakceptować. Naturalnie to wcale nie tak, że się ucieszył i że okazałem się wymarzonym ideałem syna. Ale… spodziewałem się zupełnie czego innego. Nigdy bym nie przypuszczał, że właśnie on zareaguje w ten sposób. Nigdy nie zapomnę takich drobnych sytuacji jak na przykład ta, kiedy wiele lat temu oglądaliśmy wiadomości, a w nich pojawiła się jakaś informacja na temat Parady Równości czy coś w tym rodzaju. Nigdy nie zapomnę jadu i nienawiści, jakimi wtedy wręcz kipiał, rzucając hasła w rodzaju „pedały do gazu” i tym podobne. Wszyscy, ale nie on.
I wiecie co? Nagle zawalił się mur. Zawalił się olbrzymi mur, który rósł wciąż między nami przez wiele lat. Nigdy w życiu nie odbyłem z nim tak szczerej rozmowy. Po raz pierwszy poczułem, że naprawdę zależy mu na mnie tak, jak zależy ojcu na synu. Tyle lat niedopowiedzeń, udawania i kłamstw – nagle to wszystko zniknęło. I wiem, że będzie już dobrze i nasze stosunki będą teraz takie, jakie jeszcze nigdy nie były. Naprawdę nigdy.
Ale po co ja właściwie to piszę? Ano dlatego, żeby z własnego, tak świeżego, doświadczenia pokazać, że… można być ponad absurdalną i bezpodstawną nienawiścią. Można odsunąć na bok to, co stanowiło niezachwianą część poglądów przez kilkadziesiąt lat. W imię rzeczy ważniejszych. Mój ojciec jest przykładem straszliwego dewota, dla którego poza Kościołem i Bogiem nie ma na świecie żadnej wartości. A każdy wie, jakie poglądy mają tacy ludzie. A jednak…
Czy to nie… budujące?




Na początek musisz wiedzieć, drogi Gościu, że nie uprawiam tu emocjonalnego ekshibicjonizmu nieszczęśliwego i skrzywdzonego przez życie geja. Ba! Wręcz przeciwnie, żyję w cudownej zgodzie z moim wcale nie najgorszym światem. Co zatem właściwie miałem i mam na celu, zakładając i pisząc ten blog? Otóż dwie rzeczy. Primo - chcę przynajmniej trochę otworzyć temu nie najlepszemu ze społeczeństw oczy na fakt, że homik jest takim samym człowiekiem, jak każdy inny. Kocha, czuje, cieszy się, smuci, raduje, uczy, studiuje, głosuje, ma poglądy polityczne, bawi się, ma znajomych, pracuje itp. itd. Secundo - chcę przynajmniej trochę pokazać, że gej może czuć się dobrze i żyć w zgodzie ze sobą i ze światem. Niech blog ten będzie moim małym prywatnym wkładem w poprawianie tego świata...





22:58
Ja jakieś 3 lata temu musiałam powiedzieć mamie mojej przyjaciółki, ze jej córka jest lesbijka, bo ta usiadła i się rozpłakała, nie mogąc nic z siebie wydusić; także mam nie swój telefoniczny coming out za sobą, ot co.
Także gratuluje odwagi! :)
I usłyszeć o takiej reakcji to naprawdę pozytywna sprawa.
23:01
W sumie zastanawiałem się, czy właśnie nie powiedzieć im o tym kiedyś przez telefon. Ale ostatecznie doszedłem do wniosku, że to bez sensu. Trza pójść na całego i powiedzieć to po prostu w oczy. Zresztą, czas rozmowy telefonicznej ograniczony jest tykającymi minutami, a to w takiej sytuacji baaardzo niewskazane…
19:54
Gratulacje! :-)
20:39
Szalenie uroczy blog!! Zero emocji, ekshibicjonizmu etc lol.
Przeczytałam większość Twoich notek… interesujące;-)
Pozdrawiam i linkuję
21:10
Wchodzę tu czasem, podczytuję, choć nie ze wszystkim się zgadzam. Nie mam zwyczaju komentować, ale tym razem uległam emocjom. Tak, to co opisałeś jest naprawdę pozytywne i budujące. Aż się uśmiechnęłam dochodząc do końca notatki. Pozdrawiam ciepło w chłodne dni.
21:12
@KiK
Dziękuję, naprawdę mam się z czego cieszyć :] Choć może na gratulacje aż tak bardzo nie zasługuję, bo jedyne, czego dokonałem, to wykazałem się elementarną odwagą cywilną, co powinno być cnotą dołączoną w zestawie… Ale zawsze coś!
@Kossti
Dzięki, to zawsze miło słyszeć miłe słowa! Choć nie spodziewałem się jeszcze na razie usłyszeć „uroczy”, ale jak najbardziej mnie to cieszy :)
@minbeat
Miło mi to słyszeć, dziękuję! Zawsze dostarcza mi bardzo wiele satysfakcji sytuacja, w której uda mi się wzbudzić troszkę pozytywnych emocji…
I przepraszam, że komentarz nie pojawił się od razu, to już nie pierwszy raz, tego już za wiele. Zmieniam system antyspamowy, jak widać Akismet jest zbyt omylny. Teraz skorzystam z usług Spam Karmy, którą już wiele razy wypróbowałem i okazuje się nie do pobicia. Pozdrawiam również bardzo ciepło!
14:57
Gratulacje dla Cię i rodziciela… Szkoda że nie wszyscy potrafią się wznieść ponad siebie…
16:08
Ale dobrze, że ci teoretycznie najbliżsi czasem to potrafią. Zawsze to coś… szczególnie, kiedy wszystko wskazuje na zupełnie co innego.
07:05
Ja też się przyłączam do gratulacji :) Muszę jednak dosypać dziegciu do tej beczki miodu… Otóż uważam, że to fantastyczne, miłe i generalnie pozytywne, jak Twój ojciec zareagował na njusa jakiego mu przekazałeś. Jednak czy wierzysz, że jego stosunek do gejów uległ zmianie? Ja sądzę, że własne dziecko traktuje się znacznie inaczej niźli obcych, którzy poubieranie w prześmieszne i prze idiotyczne wdzianka wrzeszczą coś w TV. W każdym razie na pewno duuuużo szczęścia życzę dalej i oby sytuacja rozwijała się dalej po Twojej myśli :)
No i naprawdę gratuluję odwagi!
20:27
Oczywiście, że jego stosunek się nie zmienił. Na to już na pewno nie liczyłem. Zresztą nie omieszkał mi tego nawet powiedzieć. Może kiedyś…
Ale to nie zmienia faktu, że przy takim wciąż niezmiennym stosunku był w stanie wynieść się ponad to i na własnego syna spojrzeć innym okiem. Na co, jak napisałem, też za Chiny ludowe nie liczyłem. To właśnie jest sednem całej sprawy.
Z gratulacje serdecznie dziękuję, teraz pora, żebym sam je sobie złożył :] Nawet prezent sobie dziś kupiłem!
21:25
Oooo! A jaki prezent? Jeśli można wiedzieć :d
21:27
A książkę, mały podręcznik PHP dla początkujących :]
10:52
Gratuluje szczerze i zazdroszcze bo ja taka rozmowe mam jeszcze przed soba. ale zbieram sily, a po przeczytaniu twojej historii mam jej ciut wiecej :-)
13:17
Dobrze to wiedzieć, bo naprawdę warto trochę tej siły ostatecznie znaleźć… O ile mi teraz lżej, kiedy rozmawiam z rodziną. I im w zasadzie też, bo moje wyalienowanie zaczęli już sobie tłumaczyć nawet jakąś narkomanią. Tak więc i oni przynajmniej nie muszą już mieć głupich pomysłów.
23:17
[Komentarz z pewnym opóźnieniem, bo dziś zacząłem czytać. Zacny blog, a jakże]
Ja, trochę mimo woli, ale taką rozmowę mam za sobą… Jak się na to spojrzy z dystansu tych kilku lat, to człowiek dochodzi do wniosku, że bardzo warto było… Szczególnie, że dopiero od jakiegoś pół roku mój tato zaczyna traktować to zupełnie inaczej… Normalnie… I, co najważniejsze, moje Słonko czuje się w moim rodzinnym domu naprawdę dobrze i naprawdę chce tam ze mną jeździć…
Czego i Tobie życzę ;)
Pozdrawiam…
00:04
Mam nadzieję, że i mnie czekają takie wnioski i uporządkowana sytuacja z rodziną. Choć nie wiem, jak to będzie, nie wiem, czy za bardzo się od siebie już dawno nie oddaliliśmy i czy po prostu nie jest już za późno. Pewnych rzeczy nie da się naprawić mimo najszczerszych chęci.
Gratuluję Ci, szczególnie, że postanowiłeś ujawnić się przed rodziną kilka lat temu! Jak by nie było, atmosfera społeczna z czasem robi się, powoli bo powoli, ale przychylniejsza.
Gratulacje! To zawsze dobrze wiedzieć, że komuś się wszystko ułożyło :)
Pozdrawiam serdecznie!
21:00
Moj ojciec nadal o niczym nie wie ….
17:43
Gratuluje ci twego , ze masz to za soba …. ja nadal mam to przed soba. Jestem szczesliwym posiadaczem najcudowniejszego mezczyzny na swiecie. Sa bardzo czesto chwile w ktorych chcialbym zerwac z klamstwami (jade do znajomej do znajomego) poporstu chcac powiedziec ze jade do ukochanego. narazie jeszcze nie znalazlem sily by powiedziec o tym rodzicom … bede czekac sniac swoja basn.
17:25
Mam 15 lat i jestem gejem.
Co mam zrobić? Powiedzieć rodzicom, czy nie?
Jak ktoś miał już taki problem to niech napisze na mój nr gg: 6319006.
Dziękuje i pozdrawiam:)
13:16
Bardzo fajnie słyszeć, że twój ojciec zareagował tak a nie inaczej. Mam 15 lat, ale już wiem, że jestem gejem. Nie rozpaczam z tego powodu, bo uważam, że orientacja seksualna to sprawa każdego z nas. Sprawa prywatna. Mam tylko problem, jak o mojej homoseksualności powiedzieć przyjaciołom. Dla nich zapewne nie stworzyłoby to żadnej różnicy. Ale właśnie, jak z rodzicami.? Moja mama marzy o wnukach, a babcia nie może doczekać się już wesela, na którym zobaczy moją żonę, a nie męża. Jak na piętnastolatka to chyba mam sporo przemyśleń na głowie. xD.
20:58
Ostatnio w przypływie natchnienia i dobrych relacji z mamą powiedziałam jej, że znajde sobie dziewczyne bo zbyt mocno pokładać nadzieji w mężczyznach nie warto(z autopsjii wiem) to po chwili milczenia powiedziała że mój tata, miał faceta i to było powodem ich rozpadu pozcia małżeńskiego.. to aż mi koparka opadła. Nie daleko papadła Ania od Taty… ciekawe.
02:35
Mam 14 lat i nie wiem kim jestem… . Miałem w życiu tylko jedną dziewczynę którą poznałem na kolonii. Byliśmy ze sobą 2 dni. Miałem 8 lat. Ona jest z mojego miasta – Zabrza. Teraz się przeprowadziłem i chyba nawet ją nie dawno widziałem, bo zgubiłem jej adres, ale nazwę ulicy pamietam – to niedaleko. Teraz chyba wolę swoją płeć. Z nią lepiej się dogaduję. Z jednym chłopakiem w szkole się dobrze dogaduję, a z dziewczynami nie najlepiej. Nie wiem co robić, ale narazie się tym nie martwię – mam jeszcze przed sobą całe życie. Zobaczymy co czas przyniesie…
18:38
Wiesz, jesteś w wieku, kiedy wciąż wchodzisz w świat seksualności i relacji międzyludzkich z nią związanych. Ostateczne określenie się może jeszcze trochę potrwać, niektórzy są pewni wcześniej, a inni później – wiadomo.
Cokolwiek jednak by się nie okazało – bądź szczęśliwy i ciesz się życiem! :)
22:46
zainspirowałeś mnie.
23:09
hmmm to może słówko o mnie?
To, że jestem gejem zrozumiałem mając 21 lat. To, że najbliżsi są mi chłopcy, wiedziałem od zawsze. Ale nigdy nie porywałem się na nazewnictwo.
Późno, ale lepiej później niż później, albo o zgrozo nigdy. Jakby homo-przygody w mojej rodzinie było mało… mój ojciec… tak, mój ojciec jest gejem. Niezły klimat, co nie? Prowadził podwójne życie przez 27 lat małżeństwa z moją kochaną matką. Można powiedzieć, że jestem (moja matka przede wszystkim, no i mój braciszek), ofiarą eksperymentu w „normalną” rodzinę.
I nigdy mi nikt nie wmówi, że powinienem spróbować żyć inaczej. Nigdy w życiu.
Na koniec, żeby zrobić taki malutki happy end – moja matka akceptuje w pełni mnie i moją orientację. pomimo tej całej krzywdy jaką zaznała od ojca… Jestem na tyle kochanym synem, że stworzyłem w jej umyśle absolutnie inny obraz homo. Człowieka moralnego i uczciwego z samym sobą. Wam też polecam ten model…
16:52
ja wam powiem, ze wiek nie ma nic do rzeczy…
ja myslalem o sobie wielako … majac kilka dziewczyn, choc moj dzisiejszy wiek wynosi 14 lat , w kazdej z nich cos brakowalo…
w koncu w swoim najlepszym przyjacielu zobaczylem cos wiecej… tak, juz wiem ze tylko on moze dac mi szczescie, ale jesli nie on … coz … to nikt inny…
23:57
Cześć.Jestem nieszczęśliwym 20-latkiem, gejem. Uświadomiłem to sobie jakiś rok temu bez żadnej konkretnej przyczyny. Miało na to wpływ wiele pojedynczych sytuacji poczynając od zwykłych spojrzeń na ulicy, przystanku, w szkole kiedy to patrząc na faceta czuje się to coś czego brakuje patrząc nawet na piękną dziewczynę. Jestem kompletnie zagubiony. Wybierając spokój i „normalne” życie nie chcę do końca życia być nieszczęśliwy, skryty i zakłamany natomiast druga opcja wydaje mi się zbyt trudna:strach…Nie wiem co mam robić ale wiem także, że dłużej nie mogę żyć w ten sposób-niezdecydowany. Podzielcie się uwagami jak mam zacząć szukać swej miłości, jak to było w waszych przypadkach…
22:01
Mam to samo. Mam 24 lata i od paru lat jestem na życiowym rozdrożu. Jestem gejem na 100% i nie wiem którą drogą pójść. Z jednej strony fajnie byłoby się ujawnić, ale to bardzo ciężka decyzja od której nie ma powrotu. Z drugiej strony myślę też o pójściu „normalną” drogą ku uciesze wszystkich dookoła. Ale rodzi się pytanie, czy wytrwałbym w takim układzie (w co wątpię) a poza tym jest to robienie pozorów kosztem innej osoby. Z każdym rokiem co raz bardziej wnerwia mnie wtykanie nosa w moje sprawy sercowe otoczenia (pytania typu: kiedy znajdziesz dziewczynę, itp. itd.).
Tak czy owak gratuluję odwagi tym którzy się ujawnili
10:39
Zadaj sobie pytanie (i wszyscy którzy mają podobny dylemat), czy udając kogoś kim nie jesteś będziesz szczęśliwy? I czy ciągłe udawanie jest faktycznie łatwiejsze od bycia sobą? :)
01:29
Największą możliwą tragedią jest spędzenie całego życia wbrew sobie i swojej naturze. Na cóż ten dziwny i niczym logicznym nie mogący być uzasadnionym konformizm? Ku uciesze…. Ty się nie martw wszystkimi dokoła, niech się sami zajmą swoim zaściankiem. Martw się sobą i żyj dla siebie tak, żebyś był w tym życiu zadowolony, bo drugiego nie dostaniesz. A i po nim nic Cię już nie czeka.
21:23
Witam! Ja natomiast jestem jeszcze dość młodym czlowiekiem, lecz dojzały jak na swój wiek. Mam 16 lat i jestem pewien, ze jestem gejem, odkryłem to dawno temu, nigdy nie bylo mi z tym łatwo, przyznam sie rowniez, ze mialem wiele nieprzyjemności z tego powodu. Zawsze bardzo chcialem sie zmienic, robilem rozne rzeczy by być jak wiekszość chłopaków w moim wieku. Teraz udaje kogos kim nie jestem, wiadomo, ze to wcale nie jest nic przyjemnego… Zasadniczo juz sie przyzwyczailem do swojej innosci, ale meczy mnie fakt, ze nie moge znaleźć swojej sympatii. Nigdy nikomu nie powiedziałem o swojej orientacjii, jedynie anonimowo :)
09:17
Cześć, wpadłem po jakimś czasie na tego bloga i widzę właśnie mój komentarz z prawie ponad roku. Kurde, ile się zmieniło w moim życiu od tamtego czasu. Mama już 16 lat, ale wiedzą o mnie już moi przyjaciele i nawet mama. Tym pierwszym nie zrobiło żadnej różnicy, czy wolę chłopców czy dziewczyny. Mama ciąglę wierzy, że mi się odwidzi, ale kiedyś powinna zrozumieć. Pozdrawiam.
22:42
Mam 14 lat i jestem gejem ,ale nie sądzę ,aby moi rodzice się prędko o tym dowiedzieli.Matka nie była by zachwycona siostry też nie.Na 100% wiem ,że jestem gejem.Szkoda ,że Polacy są tak nietolerancyjni dla ludzi z odmienną orientacją.Gratuluję odwagi! :D
16:55
„Mój ojciec jest przykładem straszliwego dewota, dla którego poza Kościołem i Bogiem nie ma na świecie żadnej wartości. A każdy wie, jakie poglądy mają tacy ludzie. A jednak…”
Trafiłem na te stronę przypadkiem i co się okazuje? Autor o takich jak ja myśli stereotypowo… tzn. że nie ma dla mnie żadnej wartości poza Bogiem, że jestem dewotem, doskonale ponoć zna poglądy takich jak ja, potrafi przewidzieć reakcje… a jednak reakcja ojca zadziwia go…
Zapraszam do obejrzenia krótkiego filmiku o jednej relacji ojciec-syn:
http://www.youtube.com/watch?v=GhkpxpjHIRg
Myślę, że Twój ojciec po prostu bardzo Cię kocha, co nie oznacza, że zmienił poglądy i że akceptuje to, co robisz. Myślę, że jest mu z informacją o Twojej orientacji bardzo trudno, ale jednocześnie bardzo docenia Twoją szczerość.
Pozdrawiam
20:19
Nie, ja tu nie zdefiniowałem słowa dewot, ani też nie uogólniłem. Scharakteryzowałem tylko swojego ojca, a nie katolików ogólnie. Więc proszę mi tu takich praktyk nie imputować, bo nie mam ich w zwyczaju :)
To przemilczę, ponieważ nie chcę się wdawać w późniejsze wydarzenia i w to, jak moje relacje z ojcem potoczyły się dalej.
18:08
Ja generalnie nic nie mam do homoseksualistów – współczuję każdemu, kto ma taki problem i jestem z Nimi w modlitwie. Czytałem świadectwo osób, które podjęły nierówną walkę z samym sobą i udało im się zwalczyć całkowicie dewiację – mieli więcej dzieci, niż mój ojciec (który od zawsze był hetero). Także życzę wytrwania, warto starać się dążyć do normalności! ;-)
I to nie jest jedyne życie – nie trzeba być wierzącym, żeby to zrozumieć. To wszystko ma sens, ale trzeba chcieć go dostrzec.
19:38
Trafiłem tu przypadkiem i nie pozostawiłbym komentarza, ale widzę, że spotkałem dosyć pokrewną mi osobę. Mówię o autorze komentarza powyżej. Jest tak czy owak drugą osobą w tym necie, która mówi, że jest wierząca. :D No więc powiem, że ja też. Chciałbym się jedynie dowiedzieć, kto i w jaki sposób zwalczył w sobie homoseksualizm. Wierzę, że Bóg ma moc, aby to uczynić, ale, wydaję mi się, że relacje tych osób były naciągane. Homoseksualizm jest o tyle zły, że nie ma dziś możliwości jego „wyleczenia”. A sami homoseksualiści się na niego nie decydują. Kościół ma moim zdaniem niewłaściwą postawę wobec homoseksualizmu. Bóg go nie zakazał i nic o nim nawet nie powiedział, bo była to dla niego rzecz tak normalna i niewinna, jak heteroseksualizm. Więc homoseksualizm jako grzech jest równie absurdalny jak epilepsja uznana za grzech. Oczywiście, osoby tej samej płci nie powinny wychowywać dzieci ani uczestniczyć w paradach „równości”, bo są to czyste wynaturzenia, ale też, powinni zostać uznani za normalnych ludzi.
A jako katolik dorzucę też, że być może Bóg specjalnie chciał twojego come outu – nie mógł już patrzeć na twoje złe kontakty z ojcem. Życzę wielu możliwości do wspólnych spotkań i radości z życia.
13:18
Ale czy na pewno zaakceptował . Ja też dowiedziałam się od syna , przytuliłam go i okazałam całą swoja miłość. Ale to co przezywam wiem tylko ja . Płacze codziennie nie dlatego że on jest gejem tylko nie jestem w stanie poradzić sobie z tym ,że będzie miał w zyciu cięzko . Jego wspieram ale dla mnie skończyło się zycie