Podczas sześciogodzinnej podróży powrotnej z dalekich rubieży Rzeczypospolitej Polskiej, między jednym ziewnięciem a drugim, oddawałem się akurat rozkoszy głębokiej zadumy nad istotą homofobii. Po niej nastąpiła gwałtowna burza mózgów (bo musi Czytelnik wiedzieć, że mam ich aż czternaście i jedną siódmą), z której wynikły poniższe spostrzeżenia oparte na bardziej lub mniej wnikliwej obserwacji wypowiedzi różnych ludzi.
By być konkretniejszym – zastanowił mnie punkt widzenia ludzi, których nazwałbym homofobami, a także ludzi, którzy siebie nie nazwaliby homofobami, jednak coś tam trochę nie tak z tą ich nie-homofobią. Ostatecznie wyłuskałem z całości dokładnie dwa podstawowe i zadziwiające błędy aka absurdy w pojmowaniu homoseksualizmu i w kształtowaniu sobie opinii o nim.
Błąd aka Absurd Numer Jeden: jest to pogląd, który leży u podstaw przytłaczającej większości absurdalnych opinii i wypowiedzi w temacie homoseksualizmu. Nie jestem w stanie pojąć, skąd się to wzięło i dlaczego tak mocno zakorzeniło się w społecznej świadomości. Otóż skąd wzięło się wśród ludu przekonanie, że homoseksualizm ogranicza się to sfery seksualnej? Mało mnie dziś krew nie zalała, kiedy przeczytałem znaleziony przypadkiem w sieci teskt jakiegoś tam Stanisława Michalkiewicza, który tak „inteligentnie” analizuje „zjawisko” homoseksualizmu. Obrzydliwie sprowadza on go do tylko i wyłącznie do, powiedzmy, pieprzenia się. No cóż, nie da się ukryć, że jest ono obecne w związkach jednopłciowych, jednak w identycznym stopniu, jak w przypadku związków heteroseksualnych.
Skąd się to bierze? Pierwszą rzeczą, jaka przychodzi mi na myśl, jest… słowo. Chyba trochę za dużo seksu w homoseksualizmie. Problem w tym, że w języku polskim słowo „seks” ma de facto jedno znaczenie. Tak samo „seksualność” i wszelkie pochodne. Tymczasem, żeby daleko nie szukać, angielskie „sex” niesie ze sobą jeszcze inne, nie mniej ważne, a mianowicie „płeć”. Znam dobrze jeszcze kilka ciekawych języków i mogę powiedzieć, że nie dotyczy to tylko angielskiego. Pozwolę sobie przytoczyć fragment Tęczowego Elementarza Roberta Biedronia, który natchnął mnie do tych konkretnych przemyśleń:
W wielu językach gejów nazywa się homoseksualistami. Termin homoseksualność powstał w 1868 r. jako określenie mężczyzn uprawiających seks z mężczyznami. Twórcą tego terminu był węgierski działacz na rzecz zniesienia karalności aktów homoseksualnych, Károly Mária Kertbeny. Wcześniej takich mężczyzn nazywano pederastami lub uringami lub też w ogóle nie nazywano.
W języku polskim słowo homoseksualista ma zupełnie inny wydźwięk niż w angielskim, w którym słowo sex oznacza również płeć. Dlatego też, używając określenia homoseksualista, często nieświadomie poprzez użycie w słowie końcówki -seksualista, wywołuje się skojarzenie z seksem. Jest to krzywdzące dla gejów i lesbijek, gdyż sprowadza ich tożsamość tylko do sfery seksu.
Nic dodać, nic ująć w tym temacie.
A, no właśnie, jeśli ktoś spojrzał w ogóle na stronę docelową podanego wyżej odnośnika, zorientował się pewnie, co to za pan Michalkiewicz. Jeśli nie – służę fragmentem jego życiorysu:
Obecnie pracuje jako publicysta „Najwyższego Czasu!” i „Naszej Polski”, współpracuje z Radiem Maryja. Jest także wykładowcą w Wyższej Szkole Stosunków Międzynarodowych i Amerykanistyki w Warszawie oraz Wyższej Szkole Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu.
To mówi samo za siebie, więc nie będę komentował, bo mi się zaraz dostanie od podważania wolności wyznania.
A może Błąd aka Absurd Numer Jeden ma swoje źródło w biednym ogarniętym niezaspokojonymi żądzami społeczeństwie katolickim, któremu wtłacza się do głów, że przyjemność z seksu to jakiś plugawy wynalazek Szatana? Że wzorowy katolik czy katoliczka tyle razy w życiu poszli z żoną czy mężem do łóżka, ile mają dzieci? Geje czy lesbijki, w większości jednak wolnomyśliciele, nie czują się skrępowani takimi bzdurami. To co, zazdrość?
No dobra, powyższe to tak pół-żartem. Ale kto wie?
Błąd aka Absurd Numer Dwa: wielu ludzi używa sformułowania „preferencja” w stosunku do homoseksualizmu. Jest to tak bezsensowne, że aż nie mogę wyjść z podziwu dla inwencji pomysłodawcy. Orientacja psychoseksualna nie jest żadną preferencją. Tu nikt nic nie wybiera, tu nikt niczego nie woli. To w ogóle nie ten poziom. O preferencjach czy upodobaniach to sobie można pogadać w kontekście ulubionej pozycji.
Problem w tym, że nawet ludzie twierdzący, że mają do gejów nastawienie neutralne używają tego sformułowania. Mówią na przykład, że nie interesuje ich, co kto robi w łóżku i każdy może mieć takie „preferencje”, jak mu się żywnie podoba. I znowu to łóżko…
Moje prywatne obserwacje doprowadziły mnie do wniosków, że prawdziwie nieskrzywione poglądy mają ci, którzy kwestie orientacji ogarniają kompleksowo. A najlepiej jeszcze tacy, którzy mieli przyjemność poznać kiedyś, czy też nadal znać, geja czy lesbijkę i przekonać się, że są to ludzie jak najbardziej normalni, że traktują swoich partnerów tak samo jak heretycy [tak mi się to słowo podoba, że nie mogę się powstrzymać], że tak samo troszczą się o tych, na których im zależy i że wcale nie są opanowani przez permanentną żądzę. Jedynie ci, którzy choć raz pomyśleli o związku homoseksualnym jako o czymś więcej, niż opartym na pieprzeniu się, potrafią sprawiedliwie, równo i bez uprzedzeń potraktować geja czy lesbijkę.
I tylko ich nie nazwę homofobami.




Na początek musisz wiedzieć, drogi Gościu, że nie uprawiam tu emocjonalnego ekshibicjonizmu nieszczęśliwego i skrzywdzonego przez życie geja.





12:37
Ten cały michalkiewicz to totalny baran. Prymityw nie rozumiejący różnorodności życia i świata na jakim przyszło nam żyć.
13:01
No cóż, nie chciałem ujmować tego w aż tak dobitnych słowach, ale co racja, to racja. To właśnie są środowiska katolickie. Ograniczone, zaślepione, światopoglądowo tkwiące w średniowieczu. A ich propaganda trafia w Polsce na bardzo podatny grunt. Wciąż, niestety.
14:44
No cóż, mam nadzieję, że kiedyś osiągnę ten stan, o którym piszesz na końcu tego wpisu i będę mógł powiedzieć, że jestem wyzbyty z homofobii i innych prymitywnych lęków całkowicie. Bardzo łatwo się ocenia innych, szczególnie właśnie jak są „inni”. A w tradycji chrześcijańskiej to ocenianie jest bardzo mocno zakorzenione. Niestety krwawy bóg, którego ci ludzie wyznają uwielbia negatywne emocje i stawia je znacznie wyżej niźli pozytywne. Szkoda… bo wielu ludzi zmarnowało przez to życie swoje i innym ludziom. Ale to wątek na cały wpis, który pewnie niedługo się u mnie pojawi – hehe
16:16
No wiesz, właśnie Ty jesteś tym budującym przykładem ludzi, którzy potrafią tak właśnie potrafią spojrzeć na geja. To między innymi Twoje wypowiedzi dały takie a nie inne moje wnioski.
Widzę, że mamy podobne zdanie na temat tradycji chrześcijańskich i „krwawego boga”. To ostatnie sformułowanie przypomniało mi o pewnym tekście, który kilka miesięcy temu znalazłem gdzieś w czeluściach internetu, pod tytułem Sokrates spotyka się z Jezusem. Mimo że wartości znacznie ujmuje mu jego tendencyjność, to jednak zdecydowanie wart jest przeczytania. Kilka tych fikcyjnych wypowiedzi Sokratesa zawiera w sobie mądre i trafne spostrzeżenia.
17:14
Heh właśnie dostałem komentarz u siebie, że skoro większość nie lubi gejów i się ich boi to owi geje powinni zostać wyleczeni, bo tego chce większość. A przecież mamy demokrację… Hello… :) Uwielbiam takie podejście do tematu, to strasznie ułatwia życie :) Ale tylko „im”…
20:45
Taaak, kochani ludzie, nic tylko roztaczać wokół siebie miłość i zrozumienie…
01:24
Ciekawy tekst, szczególnie jeśli chodzi o „preferencje”, nigdy się nad tym nie zastanawiałam, nawet nie wiem czy sama nie używałam tego słowa :/ A jeśli nie wiem, to pewnie mi się zdarzało. Więc wyciągam mój mentalny notesik i zapisuję w nim powyższą lekcję.
Z drugiej strony nie wiem czy to słowo może być wyznacznikiem stopnia normalnego podejścia… Ktoś (ja) może się po prostu nie zastanowić :( Coś jak z słowem alternatywa, niby każdy wie co znaczy, każdy używa, ale większość źle.