Miałem dziś ciekawy dzień w pracy. Ale bardzo miły i przyjemny. W aktualnym miejscu zacząłem pracować dość niedawno. Do tej pory traktowałem to jako czysto praktyczne zarobkowe poczynania. Niby w zawodzie, niby świetnie płatna, ale mimo wszystko nie czułem najmniejszej satysfakcji i wychodziłem z biura z uczuciem najwyższej ulgi i raczej umiarkowanym zapałem do powrotu dnia kolejnego, czy też kilka dni później (pół etatu, wszak studia mam jeszcze). Ale dziś po raz pierwszy poczułem się tam dobrze i spędziłem naprawdę miło czas.
Okazało się, że jeden z przełożonych to historyk z wykształcenia. Ja studiów stricte historycznych nie mam, ale powiedzmy, że zahaczam sobie o tę najpiękniejszą z dziedzin wiedzy. No i okazało się ponadto, że przełożony ów interesował się swego czasu bardzo intensywnie tym obszarem historii, który znajduje dość dużą część wspólną z moją własną pasją. No i co właściwie z tego?
Otóż podyskutowaliśmy sobie bardzo miło, powymienialiśmy się wiedzą, odkryciami etc. Znaleźliśmy w sobie nawzajem bratnie humanistyczne dusze, których trudno spodziewać się w firmie o profilu czysto technicznym.
I dzień ten wcale nie był miły i przyjemny dlatego, że podczas naszej rozmowy oczywiście się obijaliśmy (ale obijanie się wspólnie z najwyższym kierownictwem nie wzbudziło we mnie jakoś wyrzutów sumienia ;] ). Tym bardziej, że jak na razie niewiele tam robię i przez zdecydowaną większość czasu nudzę się jak mops, więc na brak okazji do obijania się nie narzekam. Po prostu dziś poczułem, że chodzenie do roboty i przebywanie ze współpracownikami może dostarczać przyjemności i może to być czas dobrze spędzony. Kilka słów tam, kilka tam, krótka rozmowa na jakiś mały temat – i już jest OK.
Poza tym powiedział mi ów mój przełożony przy okazji kilka bardzo ważnych rzeczy. Ja jestem taki, że jak coś robię, to albo na całego, albo bye bye. Tak samo z pracą w tej firmie. Po powrocie do domu ciągle o niej myślałem, coś tam jeszcze starałem się robić etc. W związku z tym chodziłem zmęczony i raczej niechętny dalszym poczynaniom w tej materii. Oczywiście docierały do mnie głosy, żebym dał na luz, nabrał dystansu i czerpał przyjemność przynajmniej z tego, że dostaję dużą kasę. A ja jakoś nie umiałem zmienić podejścia i sposobu myślenia. Ale on dziś ujął to jakoś w taki sposób, że nagle uświadomiłem sobie, jakie to łatwe i naprawdę potrzebne. A zatem od dziś daję na luz w robocie i nie przejmuję się nią aż tak bardzo, bo nie jest jedyną treścią mojego życia!
Morał by homikus: Czasem warto posłuchać starszych i mądrzejszych od siebie!




Na początek musisz wiedzieć, drogi Gościu, że nie uprawiam tu emocjonalnego ekshibicjonizmu nieszczęśliwego i skrzywdzonego przez życie geja. Ba! Wręcz przeciwnie, żyję w cudownej zgodzie z moim wcale nie najgorszym światem. Co zatem właściwie miałem i mam na celu, zakładając i pisząc ten blog? Otóż dwie rzeczy. Primo - chcę przynajmniej trochę otworzyć temu nie najlepszemu ze społeczeństw oczy na fakt, że homik jest takim samym człowiekiem, jak każdy inny. Kocha, czuje, cieszy się, smuci, raduje, uczy, studiuje, głosuje, ma poglądy polityczne, bawi się, ma znajomych, pracuje itp. itd. Secundo - chcę przynajmniej trochę pokazać, że gej może czuć się dobrze i żyć w zgodzie ze sobą i ze światem. Niech blog ten będzie moim małym prywatnym wkładem w poprawianie tego świata...





19:15
:)
11:51
trafiłem na bloga przypadkowo, dzięki linkowi, czyli widać – skuteczny, sam się tak reklamuję (zapraszam), od dziś w ulubionych! pozdrawiam.
14:15
Dziękuję :]