Merry / Gay Xmas! v3.11
24 grudnia 2009 - czwartekgodzina 02:23
Zgodnie z coroczną tradycją (patrz TUTAj oraz TUTAJ) w tym radosnym wolnym od zajęć dniu 24 grudnia 2009 Anno Domini pragnę z całego mego kamiennego dziś serca złożyć Szanownym Czytelnikom, Gościom, Fanom, Adoratorom (tym szczególnie :P), Miłośnikom, Naśladowcom et caetera, et caetera złożyć najserdeczniejsze wyrazy ubolewania z okazji zbliżającego się końca roku, który to nieszczęśliwy moment oznacza wiele do kitu rzeczy. Na przykład:
- początek stycznia, najzimniejszego miesiąca roku,
- rychłe dorzucenie sobie kolejnego oczka w rubryce wiek,
- konieczność głębokiej zadumy nad tym co skopało się w mijającym roku, a co skopać można jeszcze bardziej w kolejnym,
- początek głupkowatego dwunastomiesięcznego oczekiwania na zbawienie w postaci kolejnego roku, który oby okazał się choć trochę lepszy od trwającego,
- et caetera, et caetera, et caetera…

Słowy kilkoma – wesołych, smacznego, mokrych, zdrowych, miłych, ro-o-zgrozo!-dzinnych :P
PS: Defetyzm szczodrze dodany do tego wpisu jest chwytem czysto literackim ;] Uprasza się o nieodnoszenie go do prywatnego życia Autora, który narzekać na co bynajmniej nie ma ^^
PS2: I niech Wam karp w gardle stanie! Ha! Barbarzyńcy!
PS3: A przy okazji polecam lekturę świątecznego tekstu autorstwa wielebnej Katarzyny L., a konkretnie wpisu pod tytułem O polskich Świętach Grudniowych słów kilka, opublikowanego na oficjalnym blogu Muzeum Etnograficznego w Warszawie. Warto, bo ciekawe, a i wiedzę swą wątłą i horyzonta poszerzyć można!

Brytyjczycy poinformowali wczoraj, że z okazji dzisiejszej Parady Równości na znak solidarności ze środowiskiem LGBT ambasada Wielkiej Brytanii w Warszawie wywiesi tęczową flagę tuż obok flagi Królestwa. Ambasador Ric Todd wciągnął flagę na maszt wczoraj, tj. w piątek, o godzinie 16, a pozostanie tam ona do poniedziałkowego poranka. W poprzednim tygodniu tak samo postąpiła ambasada brytyjska w Rydze. Zwyczaj wywieszania tęczowej flagi na budynkach miejskich nie jest niczym niezwykłym, jednak zeszły tydzień (w Rydze) był pierwszym przypadkiem, kiedy zrobiła to ambasada brytyjska.
Wśród nocnej ciszy (wszak to nocy środek), w przerwie między nicnierobieniem a nicnierobieniem, postanowiłem po kary najwyższej godnym chwilowym zaniedbaniu bloga zacząć znów skrobać to i owo, i to z przewagą owego. Ponieważ jednak – przynajmniej w tej materii – pedantyczny ze mnie stwór, muszę najpierw ogarnąć kilka kwestii technicznych, które w przeciwnym razie – przy wszystkich stanu takiego zaletach – nie dadzą mi zaznać spokojnego snu. Znam jednak ja siebie, a jakże! Podłubię sobie, popsuję tu i ówdzie, zmarnuję pół nocy, po czym przywrócę stan zastany i znów mi się odechce. Dlatego właśnie opublikować coś muszę :] W obliczu tak postawionej samemu sobie sprawy pozwolę sobie na początek nie wysilić się zanadto i skupić dziś na maszynerii. Wpis ten uprasza się potraktować luźno i bezkrytycznie ;]
W
Na początek musisz wiedzieć, drogi Gościu, że nie uprawiam tu emocjonalnego ekshibicjonizmu nieszczęśliwego i skrzywdzonego przez życie geja. Ba! Wręcz przeciwnie, żyję w cudownej zgodzie z moim wcale nie najgorszym światem. Co zatem właściwie miałem i mam na celu, zakładając i pisząc ten blog? Otóż dwie rzeczy. Primo - chcę przynajmniej trochę otworzyć temu nie najlepszemu ze społeczeństw oczy na fakt, że homik jest takim samym człowiekiem, jak każdy inny. Kocha, czuje, cieszy się, smuci, raduje, uczy, studiuje, głosuje, ma poglądy polityczne, bawi się, ma znajomych, pracuje itp. itd. Secundo - chcę przynajmniej trochę pokazać, że gej może czuć się dobrze i żyć w zgodzie ze sobą i ze światem. Niech blog ten będzie moim małym prywatnym wkładem w poprawianie tego świata...


